Na początku są piękne założenia - będę pracował "na swoim", sam sobie będę sterem, żeglarzem, okrętem. Będę dużo pracował i dużo zarabiał! A tymczasem po pewnym czasie przychodzi smutna wiadomość: klient nie chce płacić! Zamówił, dostał, a pieniędzy nie widać. Jednym słowem - łobuz.
Co zrobić w takiej sytuacji?
Opcja 1. Odkreślam grubą kreską i idę dalej
Jeden z naszych znajomych, prowadzący firmę usługową i zatrudniający kilkunastu pracowników, kwituje to w ten sposób: jeśli ktoś nie chce płacić, nie działają ponaglenia, wezwania do zapłaty, a dług to "tylko" kilka tysięcy złotych, to... odkreślam grubą kreską i idę dalej. Nie stać mnie - i nie mam też do tego nerwów - na tracenie czasu, muszę realizować kolejne zlecenia. Jeśli natomiast dług jest większy, to po pewnym czasie wykonuję telefon do firmy windykacyjnej.
Opcja 2. Nękam, dzwonię - od pierwszego dnia spóźnienia
Inni z kolei wprowadzili zasadę "zero tolerancji" dla dłużników. Z przekonaniem tłumaczą, że w takich przypadkach trzeba być twardym: kilka dni po terminie zapłaty zadzwonić, napisać, przypominać się. Pieniędzy wciąż nie ma? Dzwonimy dalej i uruchamiamy procedurę przewidzianą prawnie: jedno, drugie wezwanie do zapłaty, a gdy pieniędzy wciąż nie ma - windykacja.
Opcja 3. Klient, który nie płaci, to też klient
Sprawa jest prosta: klient, który ociąga się z zapłatą, w dalszym ciągu jest klientem i kiedyś w końcu zapłaci, a strasząc go i naciskając, ryzykujemy jego utratę... W sytuacji naszego znajomego, "wynalazcy" tego podejścia, jest to całkiem zrozumiałe - ma 20-25 stałych klientów, spośród których 6-7 płaci w terminie, reszta z opóźnieniem. Ale płacą - nawet jeśli nie w terminie podanym na fakturze, to stały klient zapewnia firmie regularny (choć nieprzewidywalny czasowo) dopływ gotówki.
Która opcja jest najlepsza? A może żadna z opisanych?
Niezależnie jednak od wybranej opcji dobrze mieć w głowie dwa magiczne słowa: płynność finansowa. W trudnych czasach - a takie nadchodzą wielkimi krokami - obroną przed opóźnionymi płatnościami jest ograniczenie kosztów. Nie wydając ponad miarę, jesteśmy w stanie lepiej przetrwać czas oczekiwania na zapłatę naszych faktur. Dobrym pomysłem jest też utworzenie funduszu bezpieczeństwa, w którym będziemy mieli na tyle gotówki, aby móc przetrwać przez dwa-trzy chude miesiące (lub dłużej - wszystko zależy od specyfiki branży).
Fotografia reportażowa – dokumentować to, co ważne
-
Fotografia reportażowa zawsze była dla mnie czymś więcej niż gatunkiem. To
rodzaj zobowiązania – wobec ludzi, których fotografujesz, i wobec
rzeczywistości...
5 dni temu
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz